O autorze
Justyna Kwiatkowska

Z wykształcenia – tłumaczka, z wyboru – dziennikarka. Żona i mama. Ufam zdrowemu rozsądkowi, który mówi, żeby z każdej sytuacji wyciągać dla siebie pozytywną lekcję. Nad wrodzonym lenistwem panuję stawiając sobie coraz to nowe wyzwania. Ale czasem wolę poczytać niż zrobić kolację... Kto mi zabroni?

Dekolt do pasa? Dziś dziękuję, ale nie

Fantastycznie jeśli masz opinię osoby nietuzinkowej, łamiącej konwenanse. Pijącej szampana do śledzia lub barolo do chińskich pierożków na parze. Ale choć generalnie w każdej dziedzinie życia panuje ostatnio freestyle, to czasem trzeba, a nawet więcej - warto, nagiąć się do konwenansów. Od tego więc zaczniemy.

Poprawnie powinno być następująco: najpierw podajemy lekkie białe wina. Potem te cięższe. Przechodzimy do różowych. Następnie kolej na czerwone – tutaj młodsze przed starszymi . Na koniec słodkie. Wypiszcie to sobie na samoprzylepnej karteczce i przyklejcie ją wewnątrz jednej z kuchennych szafek. Amen.

Jednak są sytuacje posiłkowo-towarzyskie, kiedy chcemy zrobić komuś przyjemność. Wiedząc, że ten poprzestanie na jednym kieliszku wina, idziemy za głosem serca i otwieramy od razu coś specjalnego żeby mógł spróbować. Coś takiego ostatnio właśnie mi się przytrafiło. „Pech” chciał, że na pierwszy ogień poszła baaardzo przyzwoita hiszpańska Reserva. Żadna z kolejnych butelek nie dorównywała jej ani wiekiem ani nawet urokiem osobistym. Złośliwym (choć przyjacielskim) docinkom z naszej strony nie było końca i naprawdę, wypada pogratulować Gospodarzowi poczucia humoru i asertywności…

Takie sytuacje są zabawne w gronie najbliższych przyjaciół, ale czasem nie chcemy ryzykować faux pas. I okazuje się (przynajmniej w przypadku win z Hiszpanii), że z poważnej opresji może nas wybawić znajomość raptem kilku podstawowych określeń z etykietek tutejszych win. Nie wyczerpuje to oczywiście wiedzy na ten temat, ale poważnie zwiększa prawdopodobieństwo, że ktoś weźmie nas za osobę cokolwiek zorientowaną w kwestii wina… A o to przecież nam chodzi.


Tak więc na hiszpańskich winach znajdziemy napisy Joven, Crianza, Reserva lub Gran Reserva. Co one oznaczają? Nie odnoszą się do odmiany winogron, z której zrobiono wino. Ani do regionu, ani do technologii. Dają nam za to pojęcie o jego dojrzałości.

Joven to kategoria juniorska. Maksymalnie pół roku w beczce chyba ledwo zasługuje na miano dojrzewania. Proste, młode, owocowe, nie oczekujcie po nich jakiś wyjątkowych wrażeń. Są jak tanie samochody z drugiej ręki. Działają, ale komfort jazdy pozostawia wiele do życzenia.
Crianza to wina, które dojrzewały już minimum dwa lata. Z tego rok – w dębowej beczce. Wciąż młode, ale przeważnie już wystarczająco zrównoważone. To, powiedziałabym, przyzwoity sedan, z rozsądnym silnikiem i automatyczną klimatyzacją.
Reserva spędziła w dębie również minimum dwanaście miesięcy, ale w butelce już dwa lata. Taka rzetelnie wyprodukowana będzie intensywna i bogata w smaku, ale bez zadęcia i z rozsądną ceną. Dla wielu – najlepszy wybór. Na pewno zrobi wrażenie.
Gran Reserva to już limuzyna. Wypachniony, odpowiednio wykształcony i szarmancki cud-facet, w którego ramiona bez wahania popchnęłaby swoją córkę każda matka. Najmniej pięć lat dojrzewania, z czego pierwsze dwa - w beczce, a resztę w piwnico-magazynach producenta. Wiedzcie, że zrobił ją z najlepszych winogron, jakimi dysponował, a czasem jedynie w wyjątkowo udanych i obiecujących sezonach. To już wybór dla koneserów lub wręcz przeciwnie – na pokaz.

Warto jeszcze zapamiętać, że taka klasyfikacja odnosi się również do białych hiszpańskich win. W tym przypadku jednak każdy z okresów trzeba skrócić o kilka miesięcy.

I tyle.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...