O autorze
Justyna Kwiatkowska

Z wykształcenia – tłumaczka, z wyboru – dziennikarka. Żona i mama. Ufam zdrowemu rozsądkowi, który mówi, żeby z każdej sytuacji wyciągać dla siebie pozytywną lekcję. Nad wrodzonym lenistwem panuję stawiając sobie coraz to nowe wyzwania. Ale czasem wolę poczytać niż zrobić kolację... Kto mi zabroni?

Każde wino, jak potencjalny narzeczony, ma swoją przeszłość

Smak wina nie bierze się znikąd. Wprost przeciwnie - winorośl jest niezwykle wdzięcznym i plastycznym materiałem, a produkcja wina procesem obfitującym w przeróżne niuanse. Na wszystkich nie musisz się znać, ale orientacja w niektórych pozwoli z półki wybrać tę właściwą butelkę.

Obiecane „niebawem” dawno już minęło, ale co zrobić, gdy po drodze świąteczno-noworoczne ucztowanie i parę jeszcze innych okazji. Ale zamiast posypywać głowę popiołem lepiej nalać sobie (dobrego!) wina do kieliszka i kontynuować podróż po świecie tego napoju.

Dziś powiem tak – każde wino, jak potencjalny narzeczony, ma swoją przeszłość. Na to, czy nam smakuje czy nie, wpływa wiele wydarzeń zarówno z życia prenatalnego, dzieciństwa jak i młodości. Nijakość i brak charakteru, zmysłowość i skłonność do żartów, powaga i zadufanie w sobie – nie biorą się znikąd. No zupełnie jak u faceta… Ale ja nie o tym.

Wybierając wino, oprócz szczepu z jakiego zostało ono zrobione, należy więc wziąć pod uwagę kilka innych kwestii. Na przykład, dojrzewanie w dębowej beczce. Znaczy to tyle, że po fermentacji cała wyprodukowana partia wina lub jego część wędruje na określony czas do beczki. Po co? Przede wszystkim po to, żeby „ułożyła się” struktura wina i „dopracował” jego oczekiwany smak. Niektórzy twierdzą, że beczka jest nieodzowna i że przecież wszystkie najlepsze wina świata z niej właśnie pochodzą. Inni są sceptyczni wobec takiej teorii. Ostrzegają, że beczka w niewłaściwych rękach może skutkować winem smakującym jak „sok z drzewa”. Prawda, jak zawsze, leży gdzieś pośrodku. Faktem natomiast jest, że z beczkowej dębiny, ale tylko tej nowej czyli używanej 3-4 razy, trunek może zaczerpnąć aromaty kokosowe, waniliowe, goździkowe, karmelowe i tostowe. Częściej w beczce lądują wina czerwone, niektóre za młodu wręcz „niepijalne”, nabierając w ten sposób charakteru i, przy okazji, ugruntowując swój kolor.


Jeśli chodzi o wina białe, to przydatną dla Was informacją będzie, że dojrzewać w beczce mogą wina z popularnego szczepu chardonnay. Lubują się w tym szczególnie producenci z Nowego Świata - obu Ameryk, Australii i Nowej Zelandii. W przypadku chardonnay beczka sprawia, że wino nabiera specyficznego „maślanego” charakteru. Staje się ciemniejsze i oleiste. Nie wszystkim to odpowiada więc mam dla Was zadanie - porównać ze sobą dwa chardonnay. Na przykład kalifornijskie (beczkowane) i francuskie (niebeczkowane powinno być choćby to z Chablis, ale upewnijcie się u sprzedawcy). Zobaczycie, jak zupełnie inne mogą być wina wyprodukowane z tej samej odmiany na dwóch różnych kontynentach. To amerykańskie będzie bardziej kwiatowe, wydawałoby się słodsze, czuć w nim będzie orzechy, wanilię i lepkość, jaką dałby w ustach roztopiony kawałeczek masła. W drugim, brak beczki pozwoli zachować owocowość i świeżość smaku. Same zdecydujcie, które Wam bardziej odpowiada.

Jeszcze jedna praktyczna uwaga – dojrzewanie w beczce kosztuje. Jeśli więc spotkacie taniutkie wino chełpiące się tym, że spędziło w dębinie kilka bądź kilkanaście miesięcy miejcie się na baczności. Niektórzy producenci robią czasem takie czary-mary by obniżyć koszty i „podkręcają” smak wina dębowymi wiórkami lub specjalnymi klepkami wkładanymi do stalowych tanków. Prawie to samo, ale w tym wypadku też robi różnicę…
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...