O autorze
Justyna Kwiatkowska

Z wykształcenia – tłumaczka, z wyboru – dziennikarka. Żona i mama. Ufam zdrowemu rozsądkowi, który mówi, żeby z każdej sytuacji wyciągać dla siebie pozytywną lekcję. Nad wrodzonym lenistwem panuję stawiając sobie coraz to nowe wyzwania. Ale czasem wolę poczytać niż zrobić kolację... Kto mi zabroni?

Duńska robota

Warto być dobrym dla siebie. A zima to taki czas, kiedy jeszcze bardziej chcemy sobie dogadzać. Więc rozpal w kominku lub zapal świece, wskocz w ulubione domowe ciuchy i otwórz wino.

Za nami Boże Narodzenie, ten „najbardziej hyggelig czas w roku”, jak pisze Meik Wiking w swojej książce Hygge. Klucz do szczęścia”. A ponieważ ten okres upłynął mi częściowo na przyjemnej lekturze wyżej wymienionej pozycji, jak każdy neofita, prześwietlam teraz rzeczywistość wokół mnie, szufladkując co jest „h” a co nie.



Relaks, poczucie bezpieczeństwa i komfortu, przyjemność oraz harmonia – dowiedziałam się właśnie, że to one, między innymi, stanowią o hygge. Nie trzeba wcale mocno kombinować, by dojść do wniosku, że kieliszek wina wpisuje się w ten obrazek po prostu doskonale. I jakiż to elegancki excuse! Nie musisz przyznawać się, że wino po prostu ci smakuje. Że masz ochotę na lampkę dla rozluźnienia nerwów, a może później nawet i więzów obyczajowych …

Dobra, jakie więc wino będzie hyggelig ? Mam nadzieję, że nie robię błędu gramatycznego bo nie znam duńskiego.

Raczej nie szampan. Bo jednak zbyt oficjalny i wymagający odpowiedniej oprawy i elegancji. I chociaż słynny okrzyk benedyktyńskiego mnicha Pierre’a Pérignona o „próbowaniu gwiazd” to podobno jedynie późniejszy genialny slogan reklamowy, pozycja, jaką szampan wyrobił sobie w naszej kulturze, sprawia, że nie kojarzy się z przytulnością i ciepłem kominka. Swoją drogą, to ciekawe, że osoba, która miała pozbyć się uprzykrzonych bąbelków w winach produkowanych przez mnichów, firmuje dziś najlepszego szampana produkowanego przez maison de champagne Moët & Chandon. Nie mogąc nic zaradzić powstawaniu pęcherzyków powietrza, które rozsadzały butelki niszcząc pracę winiarzy i dziesiątkując zasoby mnichów, Dom Pérignon postanowił niesforne stworzenia ujarzmić.

Bliższe duńskiej filozofii jest włoskie chianti. Wino, które wręcz powstało z myślą o towarzyszeniu posiłkom. Ma na pierwszy rzut oka może mało kobiecy (muszę użyć tego niefortunnego określenia) smak, ale nie o to w tym wypadku chodzi. To właśnie dzięki swojemu konkretnemu, intensywnemu, soczystemu (czy to są męskie atrybuty???) wyrazowi nie gubi się w pomidorowo-mięsno-grzybowych potrawach, a doskonale je komplementuje.

Najbardziej hyggelig dla mnie jest jednak argentyński malbec. To czerwone wino ze szczepu, który przywędrował do Ameryki Południowej z Francji. Nie zaszkodzi Wam informacja, że dzisiaj Argentyna to największy producent malbeka na świecie. Ale dlaczego właśnie to wino? Bo dobrze zrobione (warunek konieczny!) łączy w sobie niezwykłą aksamitność smaku z typową dla win południowoamerykańskich owocowością. Okazy starzone w beczce, na które trzeba i warto już bardziej wykosztować się, będą miały mocniejszą strukturę i miłe nuty czekoladowe. Wino, które z przyjemnością nalewa się do pękatego kieliszka i sączy powoli w miłym towarzystwie. Również podczas Sylwestra, którego zamierzam spędzić w ten właśnie sposób.

Szczęśliwego Nowego Roku!
Trwa ładowanie komentarzy...