O autorze
Justyna Kwiatkowska

Z wykształcenia – tłumaczka, z wyboru – dziennikarka. Żona i mama. Ufam zdrowemu rozsądkowi, który mówi, żeby z każdej sytuacji wyciągać dla siebie pozytywną lekcję. Nad wrodzonym lenistwem panuję stawiając sobie coraz to nowe wyzwania. Ale czasem wolę poczytać niż zrobić kolację... Kto mi zabroni?

Dlaczego czasem wino jest jak kiepska impreza

Niekiedy, po otwarciu butelki wino zamiast miło pachnieć zieje stęchlizną. Kogo za to winić?

Nie kupuję w internecie. Bo jestem staromodna i lubię zobaczyć, jak leży, pomacać ręką materiał i sprawdzić szwy oraz dokładnie przyjrzeć się butom. Nie wspominając już o tym, że chcę je przymierzyć. Oczywiście, może się zdarzyć, że obetrą mi pięty, no ale tego to raczej nie jestem w stanie przewidzieć. Zapotrzebowanie mojego organizmu na dreszczyk emocji wywołany wyjmowaniem kota z worka w stu procentach pokrywa otwarcie butelki wina.

Dlaczego?

Otóż w przypadku win zamykanych korkiem, oprócz każdorazowego zmagania się z tymże (nawet mimo fachowego „kelnerskiego” korkociągu z dwustopniową dźwignią) i wywołanej tym niepewności czy znów nie złamię korka, biorę udział w swoistej loterii. Bo, jak się szacuje, 2 - 10 procent win nie jest niestety zgodnych z opisem czy też opinią sprzedawcy. I nie chodzi tu o zbyt wygórowane oczekiwania klienta. Zawartość jednej na ileś tam zakupionych przez Was butelek (zależy, jakiego macie pecha) mówiąc prosto z mostu, śmierdzi mokrą szmatą.
Lub wilgotnym kartonem.
Lub zmokłym psem – nie żebym miała coś do czworonogów, tycie psiaki są słodkie.

W takim przypadku mamy do czynienia z tak zwanym „winem korkowym”. Ale nie jest to „wino, w którym pływa korek” ani „wino zrobione z korka” ani też „wino, którego korek pokryty jest białymi kryształkami” jak można przeczytać w mądrych źródłach. Chociaż, jeśli chcecie pokpić sobie nieco z jakiegoś męskiego Znawcy Wina, proponuję zafundować mu taką definicję. Ofuknie lub potraktuje Was pobłażliwym uśmiechem i zacznie opowiadać o 2,4,6-trójchloroanizolu (w skrócie TCA), który wyłącza Wasz węch i, co za tym, idzie smak. I dobrze, niech się wykaże… Generalnie chodzi o to, że w korku był grzyb, który zainfekował wino. Nic się Wam nie stanie, jeśli je wypijecie, nie jest trujące. Tylko po co? Zapach i smak korkowego wina są naprawdę paskudne. Jednak, jeśli ktoś w towarzystwie odkryje taką wadę wina, to nie zasłaniajcie twarzy z obrzydzeniem, a wręcz przeciwnie, wyciągnijcie rękę po kieliszek. Bo bez próbowania nie ma wiedzy…


Wnioski. Fundatorka wina, które okazało się korkowe, nie ma powodu by czuć się winna. Po prostu, wino jest czasem jak beznadziejna impreza – inwestujesz w sukienkę, buty, manicure… i szybko wychodzisz, bo wszystko jest nie tak. Nie Twoja wina. Miłośnicy wina mają na podorędziu setki anegdot jak to ta wymarzona, wytęskniona butelka wspaniałego trunku dokonała swojego żywota w kuchennym zlewie… Ja niestety też...

Ale tak jak można się szybko pocieszyć się konkurencyjną imprezą lub w ostateczności wieczornym seansem w kinie, tak korkowe wino można zwrócić. W restauracji – nie powinno być z tym problemu i nikt Wam nie policzy za drugą butelkę. Byle się nie wstydzić, a jeśli kelner będzie miał wątpliwości, poproście sommeliera. Jeżeli kupiłyście takie wino w specjalistycznym sklepie, to mając rachunek też spokojnie liczcie na wymianę. A nawet, w przypadku miłych sprzedawców, na kieliszek jakiegoś wina do degustacji w ramach „przeprosin”.

Są co prawda jakieś magiczne plastiki, które umieją podobno zneutralizować TCA i przywrócić winu jego atrybuty, ale chyba za dużo z tym zabawy. Żeby więc nie zakłócać już dalej miłej atmosfery należy mieć pod ręką co najmniej jedno kolejno wino.
Trwa ładowanie komentarzy...